W cyklu "Oko w oko"-prezentujemy rozmowę z Leszkiem Czerlonkiem. Tylko dla nas-niegdyś filar drużyny Jastrzębskiego Węgla, swego czasu libero Skry Bełchatów-opowiada o przygodzie z siatkówką.
Swego czasu był Pan zawodnikiem Jastrzębskiego Węgla. Jak
wspomina Pan
okres gry w tej drużynie?
Leszek Czerlonek:
Po latach grania w Szczecinie
udało mi się w końcu wyrwać spod
"opiekuńczych"
ramion szczecińskich pseudo działaczy i trafiłem do
Jastrzębia. Największym
zdziwieniem była pierwsza wypłata od nowych
pracodawców, która wg. umowy,
terminowo wpłynęła na moje konto. To był
szok. Trenerem był wtedy
obecny prezes p.Grodecki. Na
początku był troszkę
zdziwiony naszą(wraz ze mną
przybył do ekipy Robert Matysiak)- pracą na treningach w górach, ale dość
szybko doszliśmy do porozumienia zarówno z trenerem, p. kierownikiem Bolkiem, jak
i z graczami, których w większości
znaliśmy. Cel był jasny: awans.
Pracowaliśmy ciężko, ale w drużynie
jajcarzy dni mijały całkiem
sympatycznie. Kontakty z sympatykami naszej drużyny zadziwiły mnie ponownie. Prawdziwi,
szczerzy
kibice....tego wcześniej nie
doświadczyłem. Poza upierdliwymi sąsiadami
"z dołu na ul. Opolskiej(pozdrawiam
z daleka),nawet fajnie się mieszkało
w dzielnicy ,która do
najpiękniejszych nie należy.
Co do samego grania to muszę przyznać, że było
to wszystko fajnie
poukładane. Pamiętajmy, że jeszcze
nie była to całkiem profesjonalna liga i
wszyscy się tego uczyli. Tak
my grający jak i panowie prezesi. Co ciekawe,
Ci drudzy chcieli z nami
rozmawiać o tym co można zrobić, żeby cała
ekipa była „happy” (tutaj
uśmiech)
My jako gracze chcieliśmy
sprawiać przyjemność naszym kibicom jak i
sobie i sądzę ,że sporo
pozytywnych emocji wtedy dostarczaliśmy. Nawet
wiem to na pewno ,bo z
niektórymi po meczu czasami "analizowaliśmy" to
przy jakimś małym browarku :)
Brakuje Panu siatkówki?
Leszek Czerlonek: Nie brakuje mi zawodowej siatkówki, bo to ciężka praca. Mamy w Szczecinie
największą w Polsce ligę amatorskiej siatkówki, w której gra wielu byłych
ligowych medalistów i sporo młodzieży, więc na pewno
cotygodniowe mecze nie są
nudne. Zapraszam do odwiedzenia: www.salps.szczecin.pl Bawimy się w siatkówkę po pracy, choć
bawimy to chyba złe
słowo:)Jak się wchodzi na boisko to po to żeby
wygrać!
Polska siatkówka ciągle idzie do przodu. Pojawiły się
nowe
talenty-Kurek, Możdżonek, Łomacz. Czy Pana zdaniem to
przyszli następcy
naszych kadrowiczów?
Leszek Czerlonek: W miarę możliwości oglądam naszą ligę w tv. Jeszcze troszkę znajomych
się na ekranie pojawia. Mogę sobie wtedy troszkę
pokomentować, ale na
szczęście słyszy to tylko moja żona ,a nie Ci po
drugiej stronie ekranu:) Co
do naszych młodych talentów ,to jestem optymistą. Mimo troszkę czasem "gorących
głów"(co normalne dla juniorki)wiedzą po co pracują i sądzę, że jeszcze
sporo namieszają na światowych parkietach. Czego Im i sobie jako kibicowi w
fotelu serdecznie życzę!
Jako młody zawodnik miał Pan swojego siatkarskiego
idola? Kto nim był?
Leszek Czerlonek:
Może to zabrzmi dziwnie, ale
nie interesowałem się za małolata
siatkówką. Miałem to
szczęście, że do naszej podstawówki w Elblągu trafił
nieprzeciętny nauczyciel W-F,
były siatkarz Ś.P. Roman Waśko. W zasadzie
Jemu i kolejnemu trenerowi
Stachowi Gudzińskiemu zawdzięczam kilkanaście
lat dobrej zabawy w
siatkówkę. Bez tych cholernie zaangażowanych w
wychowanie młodzieży ludzi
nigdy nie poznałbym smaku zwyciężania. Nie
tylko ja ,więc dla Nich po
prostu :Czapki z głów.
Jak już do ligi trafiłem to
miałem do naśladowania najlepszewzorce
tamtych czasów Czyli graczy
Stali Stocznia-Szczecin: Romek Borówko(taki
rozgrywacz- wirtuoz już się w
lidze nie pojawi),Romek Czaja(najlepszy
środkowy bloku, mimo
normalnego wzrostu),Waldek Kasprzak(znawcom tej gry
raczej nie trzeba
przedstawiać:),Jego starszy brat Bogumił(złapcie Go
miła młodzieży na
"lewym"(stawiam bezalkoholowe:)Rysiu Kaczyński(Buster Keaton polskiej
siatkówki),Janusz Wojdyga zwany "dzikim"(sama ksywka mówi wszystko).
Czy obecnie kibicuje Pan którejś z drużyn PlusLigi?
Leszek Czerlonek: Nie kibicuję żadnej ekipie PLS, ale jak mam czas to lubię sobie popatrzeć
na starych kumpli z boiska. Jedni grają jeszcze ,inni są
trenerami. Jak dla mnie to
raczej wesołe widoczki, bo ja już jestem tylko
kibicem(a swoje wiem:)))
Czy utrzymuje Pan do dziś kontakty ze starymi kolegami
z drużyn w
których Pan grał?
Leszek Czerlonek: To chyba oczywiste:)Telefonia poszła do przodu, więc z tymi z którymi
chcę pogadać dzieli mnie tylko jedno kliknięcie.